Zamknij
Zamknij
Zamknij
logo

Justyna Jaworska – Muzyczne meandry lirycznej tęsknoty. Recenzja płyty „W imię ojców, synów i braci”

Zaczęta wiele lat temu historia wreszcie zyskała zwieńczenie, które może okazać się początkiem wspaniałych poczynań muzycznych. ​W imię Ojców, Synów i Braci to album wprowadzający w egzystencję artystyczną zespół nazwany właśnie W imię Ojców, Synów i Braci. Sformułowanie samo w sobie interesujące, trawestujące doskonale wszystkim znaną formułę przeżegnania, a jednak nawiązujące do tradycji rodzinnych wartości.

Student filologii polskiej – Jan Partyka – w latach siedemdziesiątych rozpoczął literacką przygodę, notując w zeszycie swoje wiersze. Pod wpływem twórczych przyjaciół narastało w nim natchnienie, ale jego życie niestety dobiegło końca stosunkowo wcześnie, bo w 1992 roku. Sześć lat później – jak w tytule piosenki Kultu – syn wierszoklety zaczyna komponować muzykę do poezji stworzonej przez ojca. 2015 rok, to czas, w którym realizacje dźwiękowe zostają zarejestrowane, aby po pięciu latach – 23 lipca 2020 roku – dotrzeć do słuchaczy wydane przez wydawnictwo Nutka z Kropką – Katarzyna Walentynowicz. Ta historia sprawia, że można wydedukować charakter płyty. Ma ona wymiar swoistej sentymentalnej podróży przez najintymniejsze zakamarki umysłu autora tekstów i międzypokoleniowej tęsknoty.

Grupę powołał do życia Marcin Partyka, a tworzą ją jeszcze Mariusz ,,Oziu” Orzechowski, Krzysztof Łochowicz, Piotr Domagalski i Kuba Szydło

Trzymając po raz pierwszy w ręku ​W imię Ojców, Synów i Braci nie da się wyjść z zachwytu nad monochromatyczną oprawą wizualną, za którą odpowiada malarz i autor filmów Tomasz Partyka, związany ze środowiskiem Galerii ​Le Guern​ . Okładkę tworzą dwie sklejone ze sobą komunijne fotografie braci z odświętnymi artefaktami, które uroczo dialogują z tytułem przedsięwzięcia, a ponadto są pamiątką zdobiącą rodzinne archiwum. Do tego sama płyta CD jest swoistym dziełem sztuki – nadrukowane na niej zdjęcie zespolone tym razem z symbolicznych czterech portretów, tworzy krzyż na łączeniach ujęć. I na tej płaszczyźnie ponownie został zaakcentowany gest przeżegnania przez odpowiednie rozmieszczenie graficzne fragmentów tytułu albumu. Do całokształtu piękna wizualnego dochodzi idealnie dobrana minimalistyczna biała czcionka i załączona książeczka z tekstami, której wnętrze zdobi fotografia mężczyzny z gitarą i papierosem w ustach i ​– ​moim zdaniem ​– bezbłędnie wpisuje się w nastrój płyty poznany przeze mnie kilka chwil późnej

Relację z odsłuchiwania trzynastu utworów, wygodnie byłoby zacząć zgodnie z ich kolejnością, niemniej piosenką promującą płytę jest ​Retrospekcja​ , więc pozwolę sobie zainicjować spis wrażeń, opisując ją pierwszą. Niemniej warto na początek zaznaczyć, że liczba 13 ma ciekawą symbolikę. Nie musi kojarzyć się z nieszczęściem. W kulturze ma także cały kalejdoskop innych znaczeń. Mnie przy próbie interpretacji tej płyty ciekawe wydało się jej rozumienie przez starożytnych Egipcjan – uznawali oni bowiem, że trzynasty etap człowieczej egzystencji stanowi życie wieczne.

Retrospekcja ukazała się wraz z fenomenalnym teledyskiem. Występują w nim Maria i babcia Eleonora, zatem następuje tu kontynuacja międzypokoleniowego współtworzenia. Klip – ze względu na przepaść lat dzielącą dziewczynkę i starszą panią – zostaje zdominowany przez estetykę kontrastu, ponadto ważną rolę odgrywa w nim przyroda, która bynajmniej nie jest niczym stałym. Uwagę zwraca tekst utworu. Strofa otwierająca piosenkę zaskakująco asocjuje w sferze treści z dedykacją do ​Trenów ​Jana Kochanowskiego:

ORSZULI KOCHANOWSKIEJ,
WDZIĘCZNEJ, UCIESZONEJ, NIEPOSPOLITEJ DZIECINIE,
KTÓRA CNÓT WSZYTKICH I
DZIELNOŚCI PANIEŃSKICH POCZĄTKI WIELKIE
POKAZAWSZY, NAGLE,
NIEODPOWIEDNIE, W NIEDOSZŁYM WIEKU SWOIM, Z
WIELKIM A NIEZNOŚNYM
RODZICÓW SWYCH ŻALEM ZGASŁA, JAN KOCHANOWSKI,
NIEFORTUNNY OCIEC,
SWOJEJ NAMILSZEJ DZIEWCE ZŁZAMI NAPISAŁ.
NIE MASZ CIĘ, ORSZULO MOJA.

Ten zabieg ​– świadomy lub nie – robi wielkie wrażenie i jest naprawdę dobrą promocją zachęcającą do zapoznania się z płytą. Słowa piosenki w odczuciu osób niewtajemniczonych mogłyby traktować o odejściu Urszulki Kochanowskiej, jednak okazuje się, że dotyczą innej osoby – matki autora. Mimo poważnego tonu zwrotek refren jawi się niejednoznacznie. Da się go odczytywać jako wyraz dogłębnego rozgoryczenia, ale równie dobrze funkcjonowałby jako aspekt ironizujący. Niezależnie od próby pojmowania – ukazuje sposób konfrontacji ze śmiercią. Skłania do refleksji jak cała reszta materiału. Pozostawia słodko–gorzki posmak.

Kolejnym utworem przywołującym skojarzenie z ​Trenami ze względu na swoją tematykę, jest Zmarła dziewczynka​. Brzmienie muzyki ma cechy punkrockowe i znakomicie wpasowuje się w tę fonię ochrypły głos Ozia wypowiadający jak mantrę słowa ,,stałam się garstką popiołu”. Powtórzenia budują dramatyzm. Sytuacja liryczna w tekście wybrzmiewa niezwykle
przejmująco głównie za sprawą obecnego w nim motywu włóczęgi ujawniającego się jeszcze w wielu innych piosenkach z albumu.

Nie zabrakło wśród wierszy Jana Partyki miejsca na erotyk. ​Czy pamiętasz wdraża wątek naiwnego i intensywnego młodzieńczego pożądania, wprowadzając tym samym powiew świeżości, chwilowo odciąga słuchacza od wiodącej przez cały album melancholii. Ostatecznie ona i tak u schyłku utworu staje się dominantą pogłębioną przez powtórzenia i rozciągnięte histerycznie w piosence słowo ,,słońce”, które zamyka utwór.

Nocny śpiewak otula swoimi subtelnymi dźwiękami jak kojąca kołysanka. Wyróżnia się na tle pozostałych kompozycji. Tekst to trzy niedługie strofy o zbliżonej aurze do wiersza ​Zgaśnij Księżycu Andrzeja Bursy, dzięki wyszyciu go na kanwie samotności i smutku, a także zbieżności zaskakującej ilości toposów. Fundamentem realizacji tego wiersza dla słuchacza może okazać się czułość uwypuklona garstką zdrobnień, które kontrastując z tonacją, wybrzmiewają nieprawdopodobnie silnie, stając się naczelnymi obiektami zaciekawienia odbiorcy.

Wyrecytowana ​Cholera wieńcząca płytę wzbudziła moje zainteresowanie swoją muzyczną formą, bo przywodzi na myśl ​Nieprzysiadalność zespołu Świetliki. Uderza w niej obojętność słyszalna w głosie wokalisty. Można wyczuć zatarcie granic i wyzwolenie z wszelkich ram w tym utworze. Sam tekst obnaża brutalną rzeczywistość i rozgoryczenie, przedstawiając człowieka bez niczego, który realnie dotknął dna. Piosenka nie pozostawia słuchacza ze szczęśliwym zakończeniem.

Od pierwszego dźwięku da wyczuć się ciężkie rockowe brzmienie albumu. Kojarzy się z nastrojem panującym w utworach zespołu Fonetyka, który za pomocą mocniejszych tonów kreuje realizacje muzyczne utworów m. in. Wojaczka, Bursy i Ciechowskiego. Czuć w albumie melancholię i stwarza on nastrój do wieczornych przemyśleń. Debiut zespołu wypadł obiecująco i jeśli grupa dalej podąży obranym szlakiem, to ma szansę zdobyć serca nie tylko miłośników poezji śpiewanej, ale także szerszej publiki, bo
predyspozycje do tego posiada, głównie dzięki silnym brzmieniom i nieodkrytym dotychczas tekstom, czego najlepszym dowodem jest zrecenzowana płyta. Projekt zachęca do śledzenia dalszych poczynań W imię Ojców, Synów i Braci.

Justyna Jaworska:
Studentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, członkini Naukowego Koła Kultury Staropolskiej, stypendystka literacka fundacji Arkona im. Jarosława Zielińskiego, współtwórczyni projektów artystycznych barboshitart i Parantela.
Instagram: @kurtynajaworska